Wyniki wyszukiwania dla hasła: język inkorporujący



| Dlaczego "obiektawy"?...

| Druga sprawa - slabe wsparcie dla dziedziczenia wielokrotnego
| czyli po pierwsze - dziedziczenie po wiekszej ilosci klas niz jedna
| oraz dziedziczenie po kilku klasach majacych wspolnych przodkow
| (obsluga 'powielanych' atrybutow).

No dobrze, ale co to wszysko ma wspolnego z obiektowoscia
("obiektowascia")? Dlaczego zaraz ma byc wielokrotne dziedziczenie?
Dlaczego ma byc taka a nie owaka hermetyzacja? Jaka jest wlasciwie
definicja jezyka obiektowego (nie "obiektawego")?...

A.L.


Wielokrotne dziedziczenie utrudnia i zamazuje czytelnosc projektu. Mozna
sie bez tego obejsc i zyc calkiem dobrze i bezpiecznie (stosujac
"inkorporowanie" obiektow innych klas do definicji nowej klasy).

Pozdrawiam,

Marek Powichrowski




Moge prosic o wyjasnienie dlaczego utrudnia i zamazuje czytelnosc,
co to jest "inkorporowanie" i o podanie krotkiego przykladu jak sie
to robi ?

--
Pozdrawiam                                         Adam Karpierz

http://www.intertele.pl/users/karpierz


Na poczatku zaznaczm, ze jest to moje subiektywne odczucue z
kilkuletniej praktyki w jezykach obiektowych lub obiektawych.

Zalozmy, ze tworzymy strukture klas przy pomocy dziedziczenia
wielokrotnego (mysle, ze notacja bedzie zrozumiala) :

class klasa0 inherit a0, a1, a2         // a0, a1 i a2 sa to jakis klasy
.
class klasa1 inherit klasa0, b1         // b1 jest jakas klasa
.
class klasa2 inherit klasa1
.

a teraz innym sposobem :

class klasa0
  {
  object0_a0 as a0
  object0_a1 as a1
  object0_a2 as a2
  }
.
class klasa1 inherit klasa0
  {
  object1_b1 as b1
  }
.
class klasa2 inherit klasa1
.

Czy oba sposoby nie sa rownowazne funkcjonalnie ? Czy ktos moglby
wskazac wady takiego postepowania ?

Pozdrawiam,

Marek Powichrowski


Nie można zapominać, że wstrzymanie przez Stalina frontu na te kilka miesięcy zmieniło diametralnie losy wojny, a właściwie proporcje w zwycięstwie. Polska nie stała się dzięki temu kolejną republiką sowiecką, jak to miał w planach Stalin

Skąd wiedza o tym, ze taki był plan? W Teheranie ustalono powojenna granicę Polski i ZSRR co jakos jest sprzeczne z tym co tu piszesz.
Przeciez utworzono Ludowe Wojsko Polskie z polskim językiem i symbolami narodowymi jak odwołoanie sie do Kosciuszki. A można było tych ludzi wcielic do Armii Czerwonej na zasadzie: "zesłańcy, którzy wstąpią do wojska wrócą po wojnie do domu bla bla". Rumunia, Wegry i Bułgaria nie miały "Powstania", a nie stały się republikami radzieckimi. Co wiecej to były państwa, które walczyły u boku Niemców wiec mozna by chyba je "ukarac" pozbawieniem państwowości, nie?
Stalin głupi nie był i wiedział, ze nie moze za dużo połknąć. Łatwiej było kontrolować ten kawałek Europy poprzez sojusz marionetkowych państw, a nie inkorporować wszystko.
Kto mógł przypuszczać, że Stalin pozwoli nam się wykrwawiać, a Zachód nie kiwnie palcem?Zresztą, to zbyt złożony problem by go tu rozstrzącać.

Każdy kto wiedział o wywózkach po 17 września 1939 i o tym jak "czerwoni towarzysze" traktuja AK-owców tam gdzie wkroczyła już Armia Czerwona. Ale trudno, jak sie w coś wierzy wbrew znanym faktom to ginie 200 tysięcy ludzi.
a Zachód nie kiwnie palcem?

Kazdy kto troche zna geografie Zresztą czego sie mozan było spodziewać? Zrzutów? W końcu były i zrzuty.

Jakich użyć argumentów?

to zależy od konkretnego relatywisty, kontekstu sytuacji w jakiej dokonuje się rozmowa, otwartości, używanego języka, ble ble ble

nie ma prostych sposobów i sprawdzonych metod, ale to uczy indywidualnego podejścia do człowieka;

misja to na początku głoszenie, a później inkorporowanie [aka inkulturowanie] ... jednak ostatecznie to Bóg daje wzrost


gdy mówię o okresie zaborów to pokazuje zarówno efekty powstania listopadowego, jak i "pracy u podstaw" wielkopolan
A czy o autonomii Wielkiego Księstwa Poznańskiego w latach 1815-1832 i Królestwa Polskiego 1815-1831 również? Bo mimo, że niby każdy wie o Księstwie Warszawskim, Królestwie Kongresowym itd., to nadal często można spotkać nieprawdziwe stwierdzenie, że państwo polskie zniknęło z mapy Europy na 123 lata. Podczas gdy tak naprawdę zniknęło na 12 lat (1795-1807), a potem znowu na 86 lat (1832-1918), kiedy car Mikołaj I inkorporował Królestwo Polskie do Rosji, a językiem urzędowym w WKP stał się niemiecki.
Pomijam tutaj minipaństewko galicyjskie, bo ono było tak niewielką częścią Polski, a przy tym tak mało zwiazaną historią z pozostałymi zaborami, że w zasadzie można to pominąć.
Polska wytrzymala i tak tylko trzydziesci kilka dni najwazniejszej proby
Bo nie miała szans wytrzymać dłużej, kiedy z jednej strony atakowali Niemcy, z drugiej Sowieci, a Francuzi i Anglicy nie dotrzymali zawartych umów i zdradziły Polskę.

Wszystko pieknie, ladnie, tylko nikt mi nie powie, ze przez to, ze jezyk polski ma takie a nie inne mozliwosci slowotworcze w zakresie tworzenia zdrobnien (a co tam, wymadrze sie - deminutywow ) czy zgrubien (augmentatywow ). Kazdy jezyk ma wady i zalety, niech Ci juz bedzie, rzeczywiscie jezyk polski ma efektywny mechanizm do tworzenia neologizmow. Ale za to angielski na przyklad jest bardzo ekonomiczny i eliptyczny. Podales, Wosiu, przyklad literacki, dobrze, ja tez podam takowy - czytales "Ziemie Jalowa" (Waste Land) Eliota w oryginale? Widziales tamta oszczednosc a jednoczesnie miazdzaca efektywnosc srodkow ekspresji? A mniej znana jego rzecz czyli "Wydrazeni ludzie" (Hollow Men) moze o niej przekonywac jeszcze bardziej. Oczywiscie, angielska nauka o wierszu jest diametralnie odmienna od naszej ale Eliot pisal wierszem wolnym i na ogol (na duzy ogol ) bezrymowym (w tlumaczeniach polskich te rymy nie sa oddane, bo mamy tam do czynienia z bardzo odmienna ich gra), wiec sadze ze przyklad jest dobry. Po polsku sa to rzeczy nie do oddania, a jesli chodzi o podobny typ maestrii i ekonomii to z naszych tworcow przychodzi mi paradoksalnie chyba nieco na mysl tylko Sep-Szarzynski ze swoja piesnia o Fridruszu. (Notabene jest to moim zdaniem jeden z najlepszych wierszy powstalych w tej epoce w Europie, niestety, jak sie wydaje, kompletnie nieprzetlumaczalny). Podales przyklad Lesmiana, a ja podam Ci przyklad Joyce'a i jego "Finnegan's Wake" i tamtejszego slowotworstwa - gdybym chcial o tym o tym myslec tak jak Ty o Lesmianie, musialbym dojsc do wniosku, ze wszystkie jezyki oprocz angielskiego sa do bani, bo Joyce inkorporowal je w swoj "wyjsciowo" anglojezyczny utwor (ktorego nie da sie przetlumaczyc, bo musialbys napisac go od nowa w jezyku na ktory tlumaczysz. Joyce z Beckettem, swym owczesnym sekretarzem napisali kilka fragmentow "Finnegan's Wake" po francusku, ale jak mowie, nie bylo to tlumaczenie, tylko powtorna kreacja). W ten sposob mozna sie przerzucac dlugo, namietnie i bezplodnie, dlatego wydaje mi sie ze kazdy jezyk ma wlasne wady i zalety jesli chodzi o efektywnosc ekspresji artystycznej i komunikacyjnej i ze zadne wartosciowanie jezykow pod tym wzgledem nie ma wiekszego sensu.

Witam serdecznie wszystkich forumowiczów.

Jestem aż z Ziemi Lubuskiej. Ostatnio zainteresowałem się szeroko pojętym Mazowszem. Mam do mieszkańców Waszych okolic takie pytanie, które na pierwszy rzut oka może się niektórym z Was wydać dziwaczne. Chodzi mi o to czy u Was istnieje coś takiego jak separatystyczna wobec reszty Polski "tożsamość mazowiecka"?

Czy istnieją takie postawy jak np. obecnie na Śląsku Górnym, gdzie pewna liczba mieszkańców domaga się ustanowienia narodowości śląskiej oraz kodyfikacji nowego "języka śląskiego" na podstawie gwar śląskich?

Jak wiadomo losy historyczne Mazowsza zrządzeniem historii potoczyły się nieco odmienne niż np. losy Wielkopolski, Małopolski czy Kujaw.
Mazowsze było wprawdzie związane z Koroną m.in. więzami zależności lennej jednak inkorporowano je do reszty Polski dopiero w 1526 roku.
Mazowsze podobnie jak i inne krainy ma własne gwary zaliczane do mazowieckiego dialektu.

Tak więc wracając do tematu to chciałbym Was zapytać o takie rzeczy:

1. czy u Was ludność czuje się Polakami z narodowości czy ma odrębną "tożsamość mazowiecką" nastrojoną separatystycznie do Polski?
2. czy jest tendencja tworzenia na podstawie gwar mazowieckich "języka mazowieckiego" z odmiennym od polskiego alfabetem?
3. czy inkorporację Mazowsza do Korony w 1526 roku poczytuje się u Was jako agresję?

Te pytania, które Wam zadałem może i są dziwne jednak w czasach dzisiejszych już nic nie wiadomo kto jest kim. Śląsk się zapewne oderwie, a ja ostatnio spotkałem paru ludzi, którzy wydają się prawdziwymi mazowieckimi separatystami. Oskarżają Polskę o 500 lat okupacji, na wikipedii publikują nazwy miast w jakowymś "języku mazowieckim". Odwołują się do "państwa Macława" z XI wieku, sugerują też że Mazowsze aż do inkorporacji było niezależnym krajem co nie jest do końca prawdą ze względu na zależność lenną od Korony Polskiej.

Tak więc niepomiernie byłbym Wam wdzięcznym za wszelkie informacje o Waszym terenie i w ogóle o Mazowszu. Czy Mazowsze to Polska, a może przez 500 lat od imkorporacji wszystkich Polaków oszukiwano i ciemiężyli oni "naród mazowiecki", o czym nikt nie wiedział i nikt nie mówił?

Pozdrawiam serdecznie i przepraszam jeśli te pytania wydają się komuś dziwne.

Ach, ach, Neues Latein Lexicon, dziś właśnie go posiadłam. I również nie zdążyłam jeszcze gruntownie przestudiować, więc napiszę tylko ogólnie o paru kwestiach.

Pierwsze wrażenie robi zdecydowanie pozytywne. Hasła (niem.-łac.) są przejrzyste i sensowne; większość nie ogranicza się do podania jednego odpowiednika, ale dodaje kilka synonimów. To sprawia, że słownik przyda się zarówno zwolennikom inkorporowania do łaciny żywej sztucznie utworzonych słów łacińskich, zadomowionych już w wielu językach, jak i tym, którzy wolą oddawać je przez konstrukcje opisowe - najczęściej oferuje on obydwie propozycje równolegle (np. der Soziologe - sociologus/rerum socialium studiosus). Prócz tego tam, gdzie pojawia się zbyt specjalistyczny dla laika termin, zostały umieszczone dodatkowe objaśnienia: przykładowo przy haśle isobar prócz dość niewyszukanego tłumaczenia isobarus, -a, -um widnieje notka [ita dicitur de linea, quae definita in terrestri superficie eundem aeris pressum habet; vel de atomis, quae, quamvis dissimiles chemicas proprietates habeant, eodem tamen numero atomico fruuntur]. Niekiedy wybór konkretnej propozycji tłumaczenia jest poparty cytatem z autora klasycznego, późnoantycznego lub średniowiecznego, których spis wraz z listą najważniejszych dzieł został dołączony na końcu. Jeśli chodzi o merytoryczną zawartość haseł, to trudno mi coś powiedzieć po tak pobieżnej lekturze, ale póki co nie mam im nic do zarzucenia. W wielu przypadkach wybrałabym inny sposób oddania słowa, ale to już kwestia gustu i temat do dyskusji.

Techniczna strona wydania słownika również przedstawia się zachęcająco. 443 strony optymalną czcionką, w twardej oprawie, na lekkim papierze; korzysta się z niego bardzo wygodnie. Kolejnym plusem jest niska cena - 10 euro, w katalogu Empiku 39.99 zł (z tego co wiem, włoski słownik Eggera kosztował/kosztuje bardzo dużo). Nie ma co, Niemcy pokazali klasę.

Lexusie? To jakaś aluzja do mojego Forda Focusa?
Wyrwy nie są złe, choć kojarzą się bardziej z Chasms albo Rifts, niz Verges, ale opisu werży nie czytałem, zasugerowałem jeno przekład dosłowny.

A odnośnie Locus... ponownie odwołam się do 'zasady intuicyjności' z 'Przewodnika dla tłumaczy gier fabularnych' - "O ile dane słowo bądź koncept nie wywodzi się w całości z języka stworzonego na potrzeby świata gry, staraj się przełożyć je w sposób, który pozwoli z miejsca inkorporować je w grze. Dla przykładu, niektóre nazwy starogreckie da sie lokalizować (np. lycanthropos do lycantrope i likantropa), wiele nazw łacińskich z kolei, wchodzi na stałe do słowników mów współczesnych. Angielski, na przykład, czerpiąc z łaciny poprzez żargony naukowe wprowadza nowe słowa do mowy codziennej. Jeśli dane słowo istnieje w Twoim ięzyku ojczystym, zapewne podlega jego regułom gramatycznym, np. pożyczając reguły deklinacyjne od zlokalizowanych już (zaadaptowanych) słów lub od słów o podobnych końcówkach. Jeśli jednak nie da się przeprowadzć lekoalizacji w ten sposób, jeśli słowo w przekładzie będzie wymagało skomplikowanych przypisów odnośnie implementacji, lepiej sięgnąć po tłumaczenie opisowe, cyrkumlokucyjne (kolejny przydkład niedoskonałej adaptacji), oddające znaczenie frazy źródłowej. Nazywamy to zasadą intuicyjności, jako, że przekład powinien a) być intuicyjny właśnie i b) gracze będą mogli używać go korzystając z jak najmniejszych rezerw intuicji językowej (tj. nie musząc sprawdzać odmiany i kontekstów w słownikach wyrazów obcych lub nieestetycznych przypisach dolnych)"

Wyrwy i Krawędzie niech pozostaną zatem Szczelinami i Zapadliskami, ale Hallows i Loci proponowałbym przetłumaczyć. Niech będą źródła, skoro ma to jakieś storyliniowe uzasadnienie, ale czemu nie użyć... uroczysk? Stary wilk miał swoje mateczniki czy co tam, uroczyska zaś to miejsca nacechowane magicznie/religijnie, co moim zdaniem pasuje do nowego wilka z jego rozbudowaną, bojową duchowością.


Wielokrotne dziedziczenie utrudnia i zamazuje czytelnosc projektu. Mozna
sie bez tego obejsc i zyc calkiem dobrze i bezpiecznie (stosujac
"inkorporowanie" obiektow innych klas do definicji nowej klasy).


Mam inny poglad. Na etapie modelowania pojeciowego (analizy) wielokrotne
dziedziczenie bardzo ulatwia zapis i rozumienie niektorych trudnych
sytuacji.
W wiekszosci projektow stosowalem wielokrotne dziedziczenie.

Wielokrotne dziedziczenie (i w ogole dziedziczenie) mozna obejsc przez
agregacje (i delegacje; kolega Marek nazywa to "inkorporowaniem").
Ta prawda zostala odkryta gdzies w polowie lat osiemdziesiatych.
Spotkalem sie z tym argumentem w wykonaniu Microsoftu
("dziedziczenie jest zbedne i wredne, bo ... a poza tym mozna
to znacznie lepiej zrobic przez ...).

Co to znaczy "obejsc"? Wszystkie pojecia obiektowosci mozna "obejsc"
w asemblerze. Przypominam to tym, ktorzy co raz to proponuja jak to
jakies pojecie (typy, dziedzieczenie, hermetyzacje, itd.) mozna
"obejsc".

Problem polega na tym, aby nie bylo potrzeby "obchodzic".
Jezeli zwrocimy uwage na trzy swiaty inzynierii systemow
informatycznych, mianowicie:

- nasza percepcje rzeczywistosci (model analityczny)
- model pojeciowy projektu (np. zapisany w UML)
- model implementacyjny projektu (np. zapisany w SQL)

to istotne okaze sie to, aby roznice pomiedzy tymi swiatami
byly minimalne. Jezeli cos "obchodzimy" na etapie implementacji,
to oznacza, ze zwiekszamy te roznice (patrz przyklad w
marcowej Informatyce). Zwiekszenie roznic pomiedzy modelami
oznacza bardzo wiele niekorzystnych konsekwencji, m.in.
zwiekszenie kosztow tworzenia, pielegnacji i modyfikacji
oprogramowania.

Z tego wzgledu trwala tendencja jest ewolucja srodkow
dostarczanych w jezykach programowania i bazach danych tak,
aby nic nie trzeba bylo "obchodzic". W tym wzgledzie popieram
poglad kolegi Sebastiana, ktory wierzy, ze kiedys bedzie
taki jezyk/system, w ktorym wszystkie pojecia modelu
pojeciowego dadza sie 1:1 przelozyc na pewien jezyk
implementacyjny. Byc moze obiektowy. Jak dotad, sa dwie
przeszkody:
- nie bardzo wiadomo jak taki jezyk skonstruowac
- wszelkie proby tego rodzaju konstrukcji gina z powodu
  dwoch kryteriow: wydajnosci i skalowalnosci (co nie
  oznacza, ze nikt nie powinien nawet probowac)

Na tej drodze wielokrotne dziedziczenie wpadlo w slepy zaulek.
Rozwiazania w C++ okazaly sie nienajlepsze (patrz artykul
M. Sakinnen'a). Z tego powodu wzbily sie dookola tego
pojecia kleby kurzu: "niepotrzebne", "mozna obejsc".
W Javie i Modula-3 wielodziedziczenia juz nie ma.
W Javie "mozna je obejsc" poprzez wiele interfejsow.
Moim zdaniem. problem jednak wroci, z powodu minimalizacji
roznic pomiedzy trzema swiatami, o ktorych pisalem wyzej.

Wielodziedziczenie jest i w IDL CORBA i w ODL ODMG.
W SQL3, sztandarowej godzilli komercyjnej informatyki,
jest wielodziedziczenie, i to w dwoch formach. Mozna
wielokrotnie dziedziczyc z abstrakcyjnych typow danych
i mozna tworzyc tzw. podtablice, ktore sa wielodziedziczeniem
w wersji agregacji albo rol. (O rolach bedzie mowil
Andrzej Jodlowski na jutrzejszym seminarium). W wiekszosci
problemy z wielodziedziczeniem biora sie stad, ze
jest ono marnym substytutem koncepcji rol.

Znowu chyba okropnie nudze, wiec moze zakoncze.

Kazimierz Subieta




rozprowadzanych jest bez AFM." i to ma wystarczyć, to po co w takim razie
odczytywanie AFM celem zrobienia postscriptu? Chciałbym zrozumieć sposób
obsługi tych fontów w Linuxie, ale Pańskie wyjaśnienia jak na razie raczej
zaciemniają obraz i dochodzę do wniosku, że to właśnie w Linuxie panuje
jakiś par excellence "burdel". Czy dobrze rozumiem, że pliki AFM są
potrzebne (niezbędne) do obsługi fontów wbudowanych w PS drukarki, a jeżeli
fonty są na dysku to pliki AFM stają się zbędne? A co z graficzną
reprezentacją na monitorze fontów wbudowanych w PS drukarki?


Metryki. To słowo pozwoli wiele zrozumieć, jak to się dzieje w linuksie
i nie tylko, bo wszędy jest tak samo. Żeby komputer mógł zrobić choćby
taką prostą rzecz jak połamanie akapitu na wiersze, musi znać przynajmniej
szerokość każdego znaku. Akurat ta informacja zawarta jest tak w AFM, jak
i w PFB. W tym ostatnim są jeszcze zapisane wysokości i głębokości znaków,
ale to już naprawdę wszystko. Wystarcza to jednak do działania z takimi
programami jak edytory, graficzne wordprocesory, przeglądarki, itp.
Więcej informacji jest w AFM, a jeszcze bardziej subtelne i inteligentne
są TeXowe metryki TFM. True Type mają metryki siedzące w ich wnętrzu.

Jeśli fonty są wbudowane w drukarkę (PS, choć nie koniecznie), to trzeba
owe metryki skądś wziąć -- najprościej z AFM. Gdy się je chce wcześniej
pokazać na ekranie, to każdy musi sobie jakoś sam z tym poradzić. Jak
Pan zauważył mamy tu par excellence absolutną dowolność. Pierwszą Damą w
tej dziedzinie, przynajniej historycznie rzecz ujmująć, był system QuickDraw
opracowany w Apple w połowie lat '90. W Xwindow kiedyś powszechnie używano
kilku bitmapowych atrap, a teraz korzysta się zwykle z któregoś metrycznie
zgodnego z postscriptową trzydziestkąpiątką zestawu Type 1.

| Proszę też zauważyć, że fonty nie tylko do składu służą, można nimi
| też na przykład podpisywać ikonki albo robić napisy w menu. W tych
| zastosowaniach metryki są zbyteczne.

Tak, aczkolwiek do ekranowych zastosowań dużo lepsze są IMHO fonty TrueType,
jako te, które posiadają lepszy hinting. IMHO hinting nieosiągalny w Type1.


Niech Pan nie będzie taki skromny w wyrażaniu swoich opinii -- właśnie
tak to wygląda. TrueType były projektowane głównie z myślą o zastosowaniach
ekranowych i do druku o małej rozdzielczości, stąd dobry hinting, a kiepski
opis kształtu. Dopiero OpenType ma we wnętrzu krzywe BĂŠziera trzeciego
stopnia, ale nic w tym nowego, bo to poprostu Type 1 inkorporowane do TT.
Przestrzegam też przed zbyt pochopnymi wnioskami, że fonty OT są lepsze od
TT, bo przez lata nauczono się nie zwracać uwagi na jakość kształtów,
wszystko projektowano pod mniejsze wymagania TT, a teraz zwyczajnie się
konwertuje. Podobnie jest z wieloma nowymi Type 1, które są tylko produktem
ubocznym od TrueType. Średnia jakość fontów systematycznie maleje, mimo
doskonalenia się technologii, ot co.

A hinting w True Type może być przedni, co nie znaczy, że jest. Rasteryzacja
True Type ma coś z rasteryzacji METAFONTa, ale opisywanie tego jest tam
jakoś skrajnie upierdliwe i mało kto to potrafi. O ile METAFONTa znam dobrze
i od wielu lat, a po wstępnej rozgrzewce (nie używam go na codzień) mogę
w tym jezyku swobodnie rzucać kurwami, to hintowania TT bym się raczej nie
podejmował z dziką rozkoszą.

[...o strategii rozwojowej firmy Apple...]

A rzekomy "burdel" (chociaż ja wolę trochę staroświeckie określenie
"bajzel") niech by sobie i tam był, o ile nie wychodzi na zewnątrz.



nie zmienia w fakcie, o którym starzy i mądrzy ludzie wspominają, że jak po
kilkunastu latach interes przestaje się kręcić, to nie wystarczy po raz
kolejny przestawić łóżka, a warto zmienić personel.


Ja bym to ujęła tak:
- imię własne otrzymuje osoba, co do której wytwarza się stosunek emocjonalny środowiska/części środowisk. Czy niesłyszący mają stosunek emocjonalny do Kopernika? Raczej nie.. Jego osoba przedstawiana jest niesłyszącym w szkołach (sic!) za pomocą obcego języka, a więc niezrozumiale i ...obco. Jedyny stosunek emocjonalny do niego to fakt, że jest to jeden z tych wielu wielu obcych, o których mówią nam słyszący w szkołach. Poprzez niezrozumienie całego kontekstu tego, z czym się łączy nazwisko Kopernika - nie wytwarza się żadne "imię własne" semantyczne, kontekstowe.

Jedynym skojarzeniem jest jego imię "Mikołaj", które jest bardzo nacechowane emocjonalnie (od najmłodszych lat) i dlatego pierwszym skojarzeniem grafemu "Mikołaj Kopernik" będzie znak/mig "Mikołaj" (migany od świętego Mikołaja - od jego brody .. "włosowy" motyw ) a następnie nazwisko - przekazywane alfabetem palcowym - nienacechowane emocjonalnie, etymologicznie ani semantycznie.

Wyjaśnienie co do "nieznajomości" Kopernika wśród niesłyszących...
Nie chciałabym, aby wskazywało to sformułowanie na "upośledzenie" niesłyszących...
Otóż opisujemy dwie marginalne dla kontrastu postawy:
1.
sposób interpretacji nazwiska/pojęcia Kopernik przez ludzi z normalnie ukształtowanym językiem i (co za tym idzie) myśleniem. (znak Mikołaj + daktylograficzne KOPERNIK)
2.
brak skojarzeń semantycznych u osób niesłyszących, które nie zostały wychowane przez język migowy (ani przez żaden inny) - takie sytuacje już wyjaśnialiśmy w wątku PJM. Jeśli z powodów braku słuchu dziecko nie przyswaja wiedzy przekazywanej mu za pomocą języków fonicznych, a nauczyciele/rodzice/otoczenie nie posługuja się żadnym językiem wizualnym (poza pismem w j.polskim, które jest tylko reprezentacją fonicznego języka), to dziecko niczego nie będzie kojarzyć / generalizowac / inkorporowac myślowo, albo robić to po omacku, mylnie..
Drastyczny przykład do pkt. 2. Pamiętam chłopca, który przyszedł do szkoły dla głuchych na etapie szkoły zawodowej - niemigający, całkiem głuchy. W nowej szkole powoli zaczął sie uczyć migac / komunikować z otoczeniem i przyswajać wiedzę od migających (lepiej czy gorzej) nauczycieli i kolegów. W drugiej klasie zapytał niesłyszącego nauczyciela (bo z tym już umiał się porozumieć i nie wstydził się go zapytać): dlaczego na jednej mapie są 4 słońca, a na innej mapie 5 słońc (w mapie pogody). Zdumienie nasze było ogromne! Przez naście lat obecności w szkole dzieciak przesiedział nie rozumiejąc nic z tego, co mu oferują - jakie 5 słońc!?? Rozpacz nad tym, jak można było tak dzieciaka upośledzić! Z drugiej strony - popatrzmy na siebie: ilu z nas samodzielnie zadało sobie pytanie nt układu słonecznego - niewielu! (przecież tą wiedzę chcemy czy nie nabywamy SŁYSZĄC)! Zatem z jednej strony można wnioskować o dociekliwości umysłu tego biednego chłopaka, domyślać się głodnego i niezaspokojonego intelektu błądzącego jak po omacku w otaczającym go świecie niezrozumiałych sygnałów), a z drugiej wściekłość!- jak można w systemie edukacyjnym (sic!) tak dzieciaka upośledzić! No - to proszę sobie wyobrazić - jeśli on pyta o ilość słońc... to gdzie tu Kopernik??!!

Według mojej opcji kwestia zaczepia o problem osób bezjęzycznych - może nie na dyskusję o imionach czy nawet nie o PJM...
Ale myślę, że to również ciekawy wątek: istnienie bezjęzycznych osób-
dla językoznawców to chyba również ciekawy temat.. terra incognita, jak sądzę...

Bardzo podobają mi się Twoje spostrzeżenia i sposób ujęcia tematu Kai.
Cieszę się, że się odezwałeś.. To początek dopiero, prawda????

Folk metal - odmiana muzyki metalowej wywodząca się zazwyczaj z black lub death metalu, lecz wykorzystująca w swoim brzmieniu dźwięki i motywy muzyczne charakterystyczne dla regionu, z którego pochodzi dany zespół, choć nie jest to regułą. Najczęściej są to elementy muzyki celtyckiej bądź wzięte ze współczesnych utworów ludowych, jednakże niektóre zespoły własnym sumptem usiłują rekonstruować starożytną muzykę poszczególnych plemion. Istotna jest też warstwa tekstowa, budująca odpowiedni przekaz (nieraz pogański i antychrześcijański) i nastrój. Elementy ludowe inkorporowane są w różnym stopniu; tak szwedzki Otyg tworzy folk utylizując elektryczne gitary i skrzypce, niemieckie In Extremo skrzyżowanie muzyki dawnej z metalem, a fiński Finntroll "polka-metal" używając tradycyjnych instrumentów. Inny ciekawy przykład to litewski Žalvarinis, wykorzystujący tradycyjny, litewski śpiew, czy białoruska grupa Znicz, zaś polski Behemoth stosował (bowiem w tej chwili Behemoth niewiele ma wspólnego z jakąkolwiek pochodną folku) refreny tworzące mistyczny nastrój, teksty pierwotnie o bożkach kaszubskich, później sumeryjskich i egipskich. Styl ten rzadko kiedy wychodzi poza Europę i Amerykę Północną z wyjątkiem niektórych zespołów południowoamerykańskich (np. nagrania Sepultury) i indyjskich (m.in. Rudra).

Na pierwszy ognień idzie Korpiklaani
Korpiklaani (z języka fińskiego oznacza leśny klan) fiński zespół, założony w 1999 roku. Fundamentem zespołu Korpiklaani jest poprzedni projekt Jonne Järvelä (Shaman), który to postanowił nieco zmienić sposób swojej twórczej ekspresji. Jonne zrezygnował ze śpiewania w języku Sámi. Odszedł też od impulsywnego folk metalu. Jonne pragnął stworzyć coś bardziej zainspirowanego tradycyjną fińską muzyką folkową, nie rezygnując także z mocniejszych metalowych uderzeń. Pomogli mu w tym: Jaakko Lemmetty (skrzypce), Arto Tissar (gitara basowa), Matson (instrumenty klawiszowe), Toni Honkanen (gitara elektryczna) oraz Ali Määttä (perkusja).
Pierwszy pełny album, Spirit Of The Forest, wydany w 2003 roku bezspornie został uznany za niezwykłe osiągnięcie w świecie folk metalu. Dwa lata później na rynku ukazuje się drugi album zespołu: Tales Along This Road, a skład zespołu poszerza się o Juho Kauppinena, tym samym wzbogacając brzmienie o dźwięki akordeonu. Po wielu roszadach personalnych, Leśny Klan powraca w 2006 roku w imponującym sześcioosobowym składzie z płytą Voice Of Wilderness, gdzie oprócz ostrych gitarowych wstawek, oraz wspomnianego już akordeonu można usłyszeć skrzypce, flet, a nawet tradycyjną fińską lirę. Korpiklaani to nie tylko niekonwencjonalne brzmienie, ale również niecodzienny wizerunek sceniczny. Poroża łosiów oraz niedźwiedzie skóry to stałe elementy dekoracyjne zespołu. W 2007 roku zespół wydał płytę Traveskanto.
Według krytyków Korpiklaani to formacja, która naprawdę wie jak grać folk metal. Na każdej ich płycie, można usłyszeć, że tym facetom granie naprawdę sprawia niesamowitą frajdę, co z kolei ma świetny efekt zarówno na nich samych, jak i jak zawsze spotyka się z entuzjastycznym odzewem fanów. Korpiklaani to przede wszystkim niepowtarzalny klimat, tworzony przez fuzję folkowo-metalowego brzmienia ozdobionego nutką szamańsko-pogańskiej tajemnicy.

===================================================================================
In Extremo - niemiecki zespół grający folk metal pochodzący z Berlina. Nazwa grupy oznacza po łacinie "na końcu/ granicy/ szczycie" (extremum, gen. extremi)
Niepowtarzalny styl grupy powstał poprzez połączenie tradycyjnych metalowych brzmień z muzyką średniowieczną czy ludową - wykorzystują instrumenty takie jak dudy germańskie, harfa i inne. W ich repertuarze znalazły się znane średniowieczne utwory pochodzące z Carmina Burana (Nymphenzeit, Omnia Sol Temperat) oraz ówczesnej poezji jak np. Palestinalied (utwór wykonywany również przez Adaro i Qntal), czy Herr Mannelig. Z czasem zespól stworzył również własny materiał po niemiecku, w przeciwieństwie do innych wykorzystywanych przez nich utworów: łacińskich, norweskich, hiszpańskich, francuskich, hebrajskich i innych.
Charyzmatycznym członkiem zespołu jest wokalista Das Letzte Einhorn (niem. ostatni jednorożec). Zespół ten znany jest na całym świecie, z racji częstych występów (np. w Moskwie czy w Meksyku). Grupa tworzyła ścieżkę dźwiękową do pierwszej i drugiej części gry komputerowej Gothic, dodając do niej także utwór "Herr Manneling" z płyty "Verehrt Und Angespien".

hehe kopernik urodził sie w Toruniu... pozatmy z tego co slyszalem Kopernik torche podlegał zakonu krzyżackiemu dlatego pewnie niemcy uwarzaja go za niemca... ale takto byl zdajesie w 100% kobieta, znaczy Polakiem ale niemcy jak to niemcy... maja racje wedlug siebie A najlepiej z szeroko dostępnych źródeł ten temat omawia oczywiście Wikipedia
Uwaga, bo będzie długie (wkleje tekst bo nie każdy kliknąłby w link )

Argumenty przeciw przypisywaniu narodowości

Współczesne pojęcie narodowości powstało w XIX wieku. Za życia Kopernika, najistotniejsza była przynależność stanowa i religijna, oraz podległość określonemu władcy.

Argumenty za narodowością polską

urodził się, mieszkał i pracował w Polsce (Warmia była inkorporowana w 1466). Polska nie była jednak państwem narodowym i na obszarach, na których mieszkał Kopernik, mieszkała zarówno ludność polska, jak też niemiecka, w ramach której wielu ludzi mogło opowiadać się za związkami z Koroną polską, a inni mogli uważać się za ludzi niezwiązanych z polskością w żaden sposób
był poddanym króla polskiego, złożył przysięgę wierności królowi polskiemu
zarówno Kopernik jak i jego rodzina uczestniczyli w walkach z Krzyżakami po stronie Polski
swoje prace naukowe dedykował królowi polskiemu
współcześni mu astronomowie i uczeni, z którymi utrzymywał kontakty, zawsze określali go jako astronoma polskiego

Argumenty za narodowością niemiecką

Jego matka była pochodzenia niemieckiego.
Pochodzenie ojca jest kwestią sporną. Ojciec pochodził z Krakowa, w którym mieszkała zarówno ludność polska jak i niemiecka. Nazwisko Kopernik może pochodzić od dolnoniemieckiego Kopper (miedź), co może sugerować niemieckie pochodzenie ojca. Z drugiej strony, nazwisko Kopernik zawiera polski przyrostek -nik.
Toruń był miastem, w którym przeważała ludność niemiecka, znajdował się on jednak na terenach Korony Polskiej, zaś jego mieszkańcy opowiedzieli się o takiej zależności, samodzielnie wypowiadając posłuszeństwo władzom krzyżackim.
Nie ma dowodów, że znał język polski – zachowały się jedynie jego pisma po łacinie i po niemiecku. Ale język polski nie był wtedy często używany w piśmie.
Podczas studiów w Bolonii zapisał się do wspólnoty studentów niemieckich.

Argument leksykalny

Przymiotnik "polski" niekoniecznie oznacza narodowość. Znamy królów polskich będących nie-Polakami, np. Stefan Batory, Henryk Walezy, August III Sas i wielu innych. Gall Anonim to polski kronikarz rodem prawdopodobnie z Francji. Historia dostarcza przykładów na istnienie "ziem polskich" ze skłonnością do przemieszczania się na mapie w rytm zawieruch dziejowych. Przymiotnik "polski" ma nieostre znaczenie

Opinie autorytetów
Międzynarodowa Unia Astronomiczna określa Kopernika jako polskiego astronoma
Encyklopedia Britannica podaje że Kopernik to polski astronom
Podręczniki astronomii, historii astronomii i inne od poziomu szkoły podstawowej aż do poziomu uniwersyteckiego stwierdzają, że Kopernik to polski astronom. Warto wiedzieć, że podręczniki zatwierdzane są przez Ministerstwo Edukacji po zaopiniowaniu przez osoby będące kompetentne w recenzowaniu w danej dziedzinie wiedzy.
Senat RP uchwalił, że Kopernik był Polakiem. Uzasadnienie tego ustalenia znajduje się tu.
Lista obcojęzycznych Wikipedii, które podają, że Kopernik był polskim astronomem:
bułgarska [2]
bośniacka [3]
chińska [4]
chorwacka [5]
esperancka [6]
estońska [7]
fińska [8]
francuska [9]
hebrajska [10]
hiszpanska [11]
indonezyjska [12]
katalońska [13]
litewska [14]
łacińska [15]
rumuńska [16]
serbska [17]
słowacka [18]
słoweńska [19]
szwedzka [20]
ukraińska [21]
włoska [22]
Lista obcojęzycznych Wikipedii, które nie poruszają kwestii narodowości lub notują istnienie sporu o nią:
angielska [23]
czeska [24]
duńska [25]
niderlandzka [26]
niemiecka [27]
norweska [28]
portugalska [29]
rosyjska [30]

Źródło: http://pl.wikipedia.org/w...%9Bci_Kopernika

Najsmieszniejszy jest fragment że Senat uchwalił że Kopernik był Polakiem Mogliby jeszcze zrobić tak z Edisonem czy Gutenbergiem

Padlo tu wiele pomyslow fantastycznych, wiekszosc z nich ma dosc zlowrogi wydzwiek. Dlatego pozwole sobie na przedstawienie pewnej wizji, o ktorej wiem ze w warunkach lat 1918-21 bylaby calkowicie nie do spelnienia. Jednak gdyby przygotowania do jej realizacji rozpoczac w pierwszej dekadzie wieku, wtedy kto wie...
W wielkim skrocie wyglada to tak: rownoprawna, trojnarodowa federacja-Unia, z Wolnymi Miastami Wilnem i Lwowem. Granice wewnetrzne ustalone wg zasady wiekszosci zamieszkujacej dany powiat. Jesli podzial ziem i wyznaczanie granic odbywalby sie w atmosferze uzgodnionego consensusu i braterstwa broni, w dodatku gdy najsilniejszy podmiot Unii-Korona poszedlby na daleko idace ustepstwa (Lwow i Wilno wolnymi miastami), mysle ze bylaby szansa na unikniecie tego, co sie faktycznie pozniej wydazylo. Bo gdybysmy przygotowywali to przez kilkanascie lat wspolnie z Ukraincami i Litwinami, i wspolnie o to zawalczyli, byc moze udaloby sie przezwyciezyc wewnetrzna opozycje i wewnetrzny opor.
Co do tego, jaki obszar powinien byc inkorporowany przez Polske i Litwe, bez wywozek ale i bez specjalnych praw dla miejscowej ludnosci, to jest chyba oczywiste.
Sprawa jest nadal aktualna, choc w innym kontekscie :-).
A Gdansk nie powinien byc wolnym miastem, tylko miastem polskim (z polskim jezykiem urzedowym). Podobnie jak Kijow powinien byc miastem z urzedowym jezykiem ukrainskim. Ukraincy pomogliby nam w korzystnych rozstrzygnieciach granicznych na Slasku, Pomorzu i w Wielkopolsce. My walczylibysmy wspolnie z nimi o Krym. Wszystkie podmioty federacji zobowiazane bylyby do wspolnego i solidarnego wystepowania przeciw wrogom - Ukraincy przeciw Niemcom i Austrii, Polacy przeciw Rosji. Autochtoniczni Niemcy Powinni miec w Unii akurat tyle praw, ile Zydzi, Ormianie czy ktokolwiek inny. Czyli wszystkie indywidualne i zadne zbiorowe. Zas narody "panstwowe" Unii, udzielalyby obywatelom krajow zwiazkowych przywilejow mniejszosciowych na zasadzie wzajemnosci.
Uznanie tych rozstrzygniec powinnismy wspolnie wymusic na zachodnich aliantach w Wersalu.
Pomyslcie, jest 2005 rok, jestescie Polakami, mieszkajacymi w Wolnym Miescie Lwowie, absolwentami UW lub Jagiellonki, pracujacumi wspolnie na Uniwersytecie Lwowskim (nie chce przesadzac jego nazwy, nie koniecznie Jana Kazimierza) z ukrainskimi kolegami. I wszyscy jestescie u siebie. We Lwowie. Albo w Wilnie, gdzie w ciagu dziesiecioleci procent ludnosci litewsko-jezycznej zwiekszyl sie do ponad czterdziestu, co uczynilo to miasto faktycznie dwujezycznym.Calosc funkcjonuje jak Szwajcaria. Podobny do Szwajcarii jest system obrony terytorialnej, preznie dzialajacej na terenach nadgranicznych, ktora w razie agresji ma za zadanie przeksztalcenie sie natychmiast w sprawna partyzantke, skutecznie przygotowujaca teren pod kontrofenzywe regularnej, trojnarodowej armii. Dwie podwodne floty, baltycka i czarnomorska skutecznie kontroluja te akweny, plus Skaggerak i Bosfor.
Atmosfera we Lwowie i w Wilnie troche przypomina Barcelone, mniej Belfast. Atmosfera pewnej odrebnosci, ale bez napiecia.
Sa oczywiscie problemy z odgornie narzucana polityczna poprawnoscia, ktora kaze unikac wszelkich zadraznien i nieco zbyt silnie nagina historie do wizji przyszlosci, jednak Rzeczpospolita - Unia Trzech Narodow rozwija sie w sposob budzacy zazdrosc i irytacje, tak w Berlinie jak i w Moskwie.
Fajnie by bylo, nie? A moze jeszcze kiedys bedzie :-)
Choc juz raczej bez "wolnych miast", niestety.